Kalendarz
pn |
wt |
sr |
cz |
pt |
so |
nd |
28 |
29 |
30 |
31 |
01 |
02 |
03 |
04 |
05 |
06 |
07 |
08 |
09 |
10 |
11 |
12
|
13 |
14 |
15 |
16 |
17 |
18 |
19 |
20 |
21 |
22 |
23 |
24 |
25 |
26 |
27 |
28 |
29 |
30 |
01 |
Archiwum 12 kwietnia 2005
Z wielkim trudem zdobyłem dziś nową Politykę, której poszukiwałem z powodów wysoce osobistych. Przeczytałem od deski do deski teksty okołopapieskie, zwłaszcza relacjonujące atmosferę i pobyt rodaków w Rzymie i, gdybym wcześniej nie usłyszał bezpośredniej opowieści, to pewnie utwierdziłbym się w przekonaniu, że nie warto było jechać, a tak, to przynajmniej czuję wielki żal i ogromną zazdrość. Relacje te zniesmaczyły mnie, wydały się okropnie płaskie, krążące wokół tematu bardzo daleko i nie przekazujące nic z tego, co najistotniejsze. Zamiast rzetelnej relacji, zbiór przypadkowych zdarzeń, opinii, charakterystyk czy spostrzeżeń. Słowem: galimatias. Gdybym miał określić coś, co by naprawdę dotarło do mnie, to na miejscu reportera siadłbym w jednym przedziale z ludźmi w pociągu, poznałbym ich lepiej, zżył się z nimi, opisał ich ścieżki, ich życie, ich reakcje na miejscu i towarzyszyłbym im aż do powrotu. I to byłby prawdziwy i rzetelny reportaż. Zabrakło w relacjach tego, co najważniejsze i najsilniej dawało się odczuć - emocji i uczucia unoszenia się 5 cm nad ziemią! Z drugiej strony trudno się dziwić. Polityka zawsze wydawała mi się pismem prowadzonym przez emerytów chcących uchodzić za ziomali.